– z prof. Teresą Grzybkowską rozmawia Joanna Daszkiewicz

Zdjęcia: Marek Bielecki

[…]
Pozostańmy przy kulturze, która podobnie jak rozrywka, szuka dzisiaj masowego widza. Co Pani o tym sądzi?
– Kwintesencją tego problemu jest Muzeum Chopina w Warszawie. W kulturze światowej Chopin ma wyraźnie określony, elitarny charakter. Był człowiekiem wytwornym, który dbał, aby każdy moment życia zawierał element estetyczny, wiemy to z jego listów, przekazów współczesnych. Wiadomo, jaka jest muzyka Chopina, jak on wyglądał, jak się ubierał…
I powstaje Muzeum Chopina, które jest wykwitem kultury pop, nie ma nic wspólnego z osobowością ani z muzyką  Chopina. W ciągu jednej nocy można to wnętrze przekształcić w muzeum czekolady. Pana Chopina tam nie ma, poszedł sobie w gwiezdną dal. Pojedźmy do Żelazowej Woli, dworek Chopinia został zamieniony w ekspozycję wideoartu, a park stracił charakter. Synek mojej znajomej pojechał tam z przedszkolem i powiedział, że dom pana Chopina był zamknięty, bo pana Chopina nie było w domu, a naprzeciwko stoi fabryka. Fabrka, czyli nowy pawilon z restauracją. Na tym polega ta demokratyzacja.
Dyrektorka Muzeum Chopina w Warszawie zaznacza, że nie wiemy, jaki był Chopin, ale dzięki muzeum, każdy może sobie wytworzyć swoje o nim wyobrażenie. Odrzuca się całą naprawdę wielką wiedzę o tym niezwykłym, subtelnym człowieku i genialnym kompozytorze na rzecz Derridiańskiego relatywizmu, nie wspomnę o skandalicznym komiksie.

– W tym kontekście grozi nam utrata cech indywidualnych.
– We Francji podobno ograniczono w nauczaniu historii historię Francji, dzieci nie uczą się o Ludwiku XIII i XIV, tylko o królach afrykańskich z XIII wieku, aby zachować poprawność polityczną. Te dzieci nie będą znały kraju, w którym się urodziły, czyli Francji. Sztuka nie wisi w powietrzu, osadzona jest w świecie polityki i w świecie społecznym, podlega tym samym przemianom. Takie Muzeum Chopina kreuje w młodych ludziach liczne możliwości, w jakich widzi się tego człowieka, ale czy się go zrozumie? Jakie konsekwencje pociąga za sobą to wymazanie całej wielkiej wiedzy o artyście i jego epoce? Co taki młody człowiek będzie wiedział? Niemcy np. w Weimarze zachowują dom i park Goethego nietknięty. Nikomu tam do głowy by nie przyszło urządzać takie szopki. To jest właśnie ta różnica kraju o wielkich tradycjach i szacunku dla swoich wielkich ludzi.

Wywiad 03– À propos „kraju o wielkich tradycjach” – ceni Pani Niemcy. W Berlinie miały miejsce niedawno trzy ważne wystawy, a wśród nich wystawa Twarze renesansu – arcydzieła włoskiej sztuki portretu, w którą gościnnie wpisała się „nasza” Dama z gronostajem. Podobno negocjacje w sprawie udostępnienia tego obrazu trwały cztery lata. Jakie wrażenia Pani stamtąd przywiozła?
– Wystawa była olśniewająca w swojej prostocie i kompetencji. Przygotowywano ją przez sześć lat i miała charakter prawdziwie naukowy, bez zbędnych przeżyć medialno-komputerowych. Przemawiają same obrazy, silnie oświetlone w dość ciemnym wnętrzu. Pokazano 140 najlepszych dzieł portretowych włoskich powstałych w latach 1420-1490, obrazów, rysunków, popiersi, medali z muzeów całego świata. Autor wystawy, Stefan Weppelmann, starał się, o czym mówił w wywiadach, w sposób poetycki i kontemplacyjny, spokojny i pozbawiony napięć, ale w gęstej, zwartej atmosferze, pokazać przemiany twarzy jednego bohatera, np. zestawiono obok siebie kilka portretów Lorenza Medici, który zginął zamordowany w katedrze florenckiej w spisku Pazzich.
Mogliśmy obejrzeć portrety różnych osobistości malowane przez Masaccia, Antonella da Messina, Rafaela, Botticellego, a kulminacją był portret Leonarda da Vinci – Dama z gronostajem z krakowskiego Muzeum Czartoryskich. Świat wreszcie uznał, że jest to najpiękniejszy obraz Leonarda, a może najpiękniejszy portret renesansowy w skali ogólnej.
[…]