W numerze 4/2014 „Arttaka” Krzysztof Lipka publikuje swoje przemyślenia na temat twórczości Władysława Hasiora. Tekst jest nawiązaniem do artykułu Oli Koehler pt. Poète maudit sztuk pięknych, czyli parę słów o fenomenie Hasiora, który publikowaliśmy w nr. 2/2014.

Całość obu artykułów w Arttaku, a poniżej fragment tekstu Krzysztofa Lipki!

[…]

Hasior – ciekawszy od Rauschenberga

W ostatnim numerze „Arttaka” z zaciekawieniem przeczytałem recenzję Oli Koehler z wystawy pokazującej w MOCAKu część spuścizny Władysława Hasiora. Tekst, któremu nie mam nic do zarzucenia, wydał mi się jednak zbyt zwięzły jak na artystę, który swego czasu wniósł wiele nowego do polskiej sztuki, tym bardziej, że autorka zapowiada powrót Hasiora do artystycznego obiegu w szerszym wymiarze. Sądzę, że Hasior jest wart nie tylko poważniejszego przybliżenia, należałoby wręcz otworzyć publiczną dyskusję nad dorobkiem tego artysty, do którego nikt – i to już na wstępie wielka pochwała – nie tworzył podobnie. 

Jednak by być wiernym samemu sobie, podkreślę na początku, że twórczość Hasiora jest mi z gruntu obca, że całkiem inaczej myślę o sztuce, że wręcz go nie lubię. Trudno mi go jednak nie cenić, gdyż pod wieloma względami jest to mistrz imponujący. Nie chcę się też odnosić do jego życia, jego nałogów czy postawy politycznej (o tym w artykule można przeczytać sporo); pragnę spojrzeć na jakość tej sztuki i na jej wartość – na ile potrafię – uczciwie.

Zamierzam wyciągnąć tutaj kilka wniosków z faktu, który autorka wspomnianego artykułu także wyraziła wprost, lecz nie pociągnęła dalej tego wątku: Hasior był swego rodzaju śmieciarzem, ale szczególna specyfika tego zbieractwa ma wielkie, może największe, znaczenie dla zrozumienia wagi jego dorobku. Zbierał, co się dało, obrzydliwe odpady obok emblematów, symboli, porzuconych czy zgubionych przedmiotów kultu, kalekich rzeczy użytku codziennego, jednym słowem – wszelkie obiekty, które rokowały nadzieję na jakąkolwiek przydatność; zbierał, rzec by się chciało, to, co samo z siebie „elokwentne”. Elementy te potem tak potrafił połączyć, że stawały się ze wszech miar warte uwagi, nabierały dodatkowych znaczeń, wchodziły ze sobą w dialogi, choć głównie się pomiędzy sobą kłóciły, i to na różne tematy, tak ideologiczne, jak i estetyczne. Hasior obdarzał je drugim, przewrotnym życiem, nieraz o wiele poważniejszym od tego, które już było za nimi.

[…]