Z Antonim Liberą, pisarzem, tłumaczem, reżyserem teatralnym, rozmawia Maciej Mazurek

Zdjęcia: Marek Bielecki

Wywiad 01[…]
– Niechęć do ciemności i chaosu w myśleniu to oczywiście klasycyzm…
– Sytuacja, o której mówię, pozwala wejść do „ogrodu sztuk” rozmaitym fuszerom i blagierom, którzy po prostu nic nie umieją. Jeśli przyjmiemy, że chaos będziemy wyrażać chaotycznie, to każdy może to zrobić. To musi się odbić na jakości. Najlepiej to widać w muzyce. Nie każdy skomponuje kantatę Bacha. Słuchałem niedawno koncertu syna Mozarta. Na tle koncertów jego ojca jest to koncert, powiedzmy, dość średni. Dla melomanów jest to rodzaj ciekawostki. Otóż, żeby napisać taki „średni” koncercik, trzeba było być niebywale utalentowanym i wiele umieć.
Któż dzisiaj ma choćby połowę zdolności, jakie miał syn Mozarta, i jego umiejętności?
Albo żona Schumanna, Klara. Ona też komponowała. W porównaniu z dziełami jej męża to słabizna, ale – jak to jest zrobione! I ile trzeba umieć, aby sklecić takie utworki! Dzisiaj większość ludzi, która się zajmuje obojętnie jaką dziedziną sztuki, nie ma nawet podstawowego rzemiosła.

– Zniknęła klasa robotnicza. Wysoko rozwinięta technologicznie gospodarka jej nie potrzebuje. Zapewnia też nadmiar dóbr i czasu. Podstawowym działem gospodarki są usługi i relacje międzyludzkie. W to weszła sztuka. Ponadto za sprawą uwolnienia od konieczności pracy dla przetrwania na poziomie biologicznym, miliony zaczynają zajmować się sztuką. Czy sposobem na spacyfikowanie niezadowolenia w oligarchicznym społeczeństwie może być wmówienie, że każdy jest artystą i geniuszem, a życie i sztuka to jedno?
– Tak, to wszystko prawda, ale jest jeszcze inny mechanizm. To nie z powodu nadmiaru wolnego czasu każdy chce być artystą. Ta chęć bierze się stąd, że status artysty wiąże się z możliwością pewnych przywilejów: publicznego wyróżnienia, sławy. A ta z kolei daje pieniądze.
Problem polega na tym, że w obecnych czasach sławę można w pewien sposób kupić, a w każdym razie zdobyć „na skróty”. Dawniej to było niemożliwe.

Wywiad 02– Zastąpiłbym staroświecką „sławę” rozgłosem, bo sława to jednak coś, co wiąże się z platońską thymos.
– Zgoda, rozgłos to nie sława albo sława zdegradowana, efekt defraudacji. W tej chwili zasługą nie jest już często taka czy inna umiejętność czy zdolność; teraz wystarczy zdolność przebicia się. Wyczuł to już Gombrowicz, chociaż nie mógł jeszcze zdawać sobie sprawy, do czego to zmierza. Jego wielokrotnie przy różnych okazjach powtarzana teza, że artysta nie tworzy z powodu jakiejś misji czy ideału, lecz po to, aby narzucić się innym, żeby nad innymi górować, została sfetyszyzowana. Stała się wytrychem. Gombrowicz może i walczył o swoją wybitność, ale miał do tego podstawy – intelekt i talent literacki. Współczesny świat pokazuje, że można w to grać, nie mając żadnego zaplecza. Obecnie jest to rodzaj techniki socjopsychologicznej, manipulacji i mistyfikacji. Widać to nawet w medialnej rozrywce, w tych wszystkich quizach i konkursach telewizyjnych. Coraz rzadziej chodzi w nich o wiedzę czy zdolność. Wartością jest to, czy potrafi się wyeliminować rywali.

– Zakładam, że ta kultura masowa to jedna rzecz. Można żywić nadzieję, że nie da się oszukać wszystkich ludzi, to znaczy zredukować ich potrzeb do rozrywki. Potwierdzeniem tego jest w miarę wysoka pozycja takich pisarzy jak Llyosa, Márai czy Grass.
– Niby tak, ale nie ma mimo wszystko odpowiedniej hierarchii. Wszystko wrzucane jest do jednego worka. Żyjemy w epoce wielkiego qui pro quo, wielkiej gry pozorów. Ludzie nie odróżniają oryginału od falsyfikatu. Jest to zjawisko masowe i ogólnoświatowe.

– A w Polsce?
– W Polsce procesy te występują ze szczególnym nasileniem. Jest to typowa reakcja „postkolonialna”. Nadążanie za centrum – po latach odcięcia – to histeryczne i rzekome zarazem pozbywanie się kompleksów przybiera formę żałosnego nuworyszostwa. Problem polega na tym, że kraje zachodnie mają znacznie silniejszy system immunologiczny niż Polska. W związku z czym, tam istnieje jeszcze jako taka równowaga. Owszem, występuje tam silnie rozbudowany świat antywartości postmodernistycznych, ale są też wciąż środowiska i instytucje, gdzie kultywuje się dawne wartości.
U nas pod hasłami „wychodzenia z zaścianka”, „przezwyciężania wielowiekowego zacofania” itp. wylewa się dziecko z kąpielą. Po prostu niszczy się kulturę. U nas niestety nie ma równowagi. Dominują przyniesione z Zachodu mody i tendencje, w dodatku w karykaturalnej formie. Jeśli zaczniesz to krytykować, wyśmieją cię i nazwą cię wsteczniakiem albo reakcjonistą.
[…]