– o twórczości Janusza Kapusty pisze Joanna Daszkiewicz

[…]

Obszar natchnienia kosmicznego

Skoro sztuka fascynuje się światem i rządzącymi nim regułami, artysta prędzej czy później ulegnie pokusie kosmogonii. Janusz Kapusta kreśli krzywą ewolucji kosmicznej, która rozpoczyna się wielkim wybuchem i prowadzi od ewolucji pierwiastków, poprzez chemiczną i biologiczną, aż do ewolucji toczącej się w naszych głowach. Nowy obszar natchnienia kosmicznego – jak określił Kapusta ewolucję form żywych – naddał człekokształtnym samoświadomość i wyindywidualizował je z kosmosu. Odtąd ważne jest już nie tylko to, że myślimy, ale i to, co jest przedmiotem naszego namysłu. A spośród istot myślących najrzadszym przypadkiem są artyści. To oni zastanawiają się „jakby tu coś wymyślić”, jak zrekonstruować świat z własnej nieprzymuszonej woli. Kapuście bliskie są starogreckie korzenie łączenia tego, „co wiem”, z tym, „co widzę”. Mówi: „Jeżeli świat ma jakiś sens, to jest on do zobaczenia i zwizualizowania. Jeżeli nie jesteśmy w stanie czegoś narysować, to nie do końca to rozumiemy”. Artysta to także ktoś, komu zdarza się – z przyczyn koniecznych – że musi czasami narysować coś, czego nie było: „bóg”, „atom” czy „k-dron”.

Kosmiczny przestrach i ćwiczenia z wyobraźni

„W czasach komunizmu miałem piątkę z tego, że Bóg jest, i piątkę z tego, że Boga nie ma” – wspomina Janusz Kapusta w jednej z rozmów. Kiedy zaczął się nad tym faktem zastanawiać (okres studiów), zdumiony odkrył wielką aporię i kosmiczny przestrach. Doświadczenie załamania i rozbicie obrazu świata sprowokowały go do intensywnych poszukiwań elementu stałego, czyli namiastki odpowiedzi. Ani to, co przeszłe i oparte na pamięci, ani teraźniejszość posługująca się zmysłami nie doprowadziły go do rozwiązania. Kapusta odnalazł się – paradoksalnie – w przyszłości, za którą odpowiedzialna była wyobraźnia. Od tamtego czasu, czyli od ponad 40 lat, nieustannie ją ćwiczy.

W latach 80. takie systemowe ćwiczenie wyobraźni zaprezentował na wystawie w „Stodole”: „Zmierzyłem obwód galerii i podzieliłem go na 40 cm. Uzyskałem pewną ilość odcinków 40 cm, uszykowałem kartkę 40 x 40 cm, wiedząc, że objętość człowieka to sześcian 40 x 40 x 40 i tę ludzką miarę zastosowałem”. Na uzyskanych kwadratach, w samym środku artysta narysował kropkę i dopisywał do każdej skojarzenie, czym ta kropka może być. Pierwszych sto skojarzeń jest dość łatwo wymyślić – przyznał później, dwieście już trudniej, uważając, żeby się nie powtórzyły. Zrobił ich ponad 400, a na wystawie pokazał 280. Od tego się zaczęło…

[…]