– o twórczości Tadeusza Dominika pisze Maciej Mazurek

[…]

Tadeusz Dominik był uczniem i przyjacielem Jana Cybisa. Siłą rzeczy czymś naturalnym jest dopatrywanie się wpływów nauczyciela, a sztuka Dominika – mimo wszystkich różnic – jest bez wątpienia kontynuacją sztuki Cybisa. Cybis wydaje się być ekspresjonistycznym sensualistą, malarzem „wybuchowym”, emocjonalnie „ciemnym”, gdy tymczasem jego uczeń, także „wybuchowy”, jest „jasnym” piewcą radości istnienia. Sztuka Cybisa była przedmiotowa, Dominik natomiast wchodzi w głąb postrzeganego zjawiska, jest intuicjonistą, skraca dystans między widzialnym obrazem zewnętrznym wobec nas a tym, jak on się jawi w wewnętrznym lustrze, jakim jest duch czy dusza artysty. Sztuka Dominika sprawia wrażenie, że jest tworzona przez olśnione rzeczami dziecko, które pozostaje ze światem w jedności. Cybis nie przeciął jeszcze pępowiny z naturą. Musiał mieć model, martwą naturę, postać albo pejzaż. On oczywiście to interpretował, nie ilustrował natury, ale ta natura była u niego taka, jaką się widzi. Natomiast w wizji natury Dominika (bo to też jest w pewnym sensie natura) jest jakby jej obraz ze środka, z wnętrza. „To nie jest to, co widzi aparat fotograficzny – wyznał artysta w rozmowie, którą z nim przeprowadziłem w 2007 roku – tylko to, co ludzkie oko radykalnie interpretuje, posługując się w tym celu umysłem i uczuciami, czyli całym jestestwem. Tak, z tego, co mówię, wynika, że jestem romantykiem, uczuciowcem. Nie umiem patrzyć zimno na rzeczy. Interpretuję je w kategoriach gier kolorystycznych na poziomie pierwotnych, przedświadomych doznań”.

Historycznie rzecz ujmując, abstrakcyjne na pierwszy rzut oka malarstwo Tadeusza Dominika jest syntezą sensualistycznej tradycji polskiego koloryzmu i emocjonalnej abstrakcji, która pojawiła się w sztuce światowej w latach pięćdziesiątych w formie malarstwa gestu. Wtedy też kształtowały się zasadnicze zręby stylu Dominika. Według tego drugiego nurtu obraz jest przede wszystkim wizualizacją emocji. Taka subiektywna postawa wskazuje na artystę, jego wnętrze, z pominięciem przedmiotu. Otóż w malarstwie Dominika tradycja kolorystyczna spełniła rolę bufora uniemożliwiającego artyście stoczenie się w skrajny subiektywizm i ucieczkę ze świata. Dzięki temu to, co emocjonalne, i to, co przedmiotowe, są w tej sztuce w równowadze. Każdy jego obraz ma bowiem swój raczej realistyczny, a nie psychiczny powód. Potwierdzeniem tego jest poszukiwanie doświadczeń wzrokowych w podróżach w egzotyczne miejsca. Punktem wyjścia jest realny obraz, który – w wyniku impresyjnej redukcji – podlega oczyszczeniu, po to, aby ukazała się jego kolorystyczna presubstancja.

[…]