– o wpływie niemieckiego myśliciela na sztukę europejską pisze Franciszek Chmielowski

[…]

We współczesnej filozofii idei funkcjonuje zwrot „ukąszenie heglowskie”, wprowadzony do języka literatury i polityki przez Czesława Miłosza w jego książce Zniewolony umysł, opublikowanej w 1953 roku na emigracji we Francji, przy współpracy paryskiej „Kultury”. Określenie to zostało użyte przez Miłosza jako epitet wobec znanych pisarzy, artystów i uczonych sympatyzujących z marksizmem, którzy dali się uwieść komunistycznej władzy i jej propagandowej opowieści o rzekomej „konieczności dziejowej”, wyprowadzonej z heglowsko-marksowskiej filozofii rozwoju społecznego. Przekonana o słuszności tej doktryny część twórców w sposób świadomy zaangażowała się w tworzenie systemu komunistycznego, ich umysły zostały zniewolone, podporządkowane nowej, świeckiej religii oraz fatalistycznej metodzie historycznego myślenia. Uwierzyli oni w istnienie „jedynie słusznej ideologii” jako metody na przezwyciężenie alienacji i osiągnięcie „ziemskiego raju” – do czego miało prowadzić kolektywne, dialektyczne myślenie, nieodróżniające wolności od konieczności, prawdy od fałszu i Boga od Historii.

Opisana przez Miłosza przypadłość zainfekowała umysły i talenty wielu znakomitych artystów, pisarzy takich jak: Jerzy Andrzejewski, Tadeusz Borowski, Konstanty Ildefons Gałczyński czy późniejsza noblistka Wisława Szymborska. Zniewoliła także umysły wielu artystów plastyków. Nawet mistycznie nastrojony Jerzy Nowosielski wspominał po latach – jak dowiadujemy się z relacji Andrzeja Starmacha w filmie Nowosielski – Retrospekcja (2004) – że bardzo chciał malować tak, jak oczekiwała „przewodnia siła narodu”, niestety bez pozytywnego rezultatu, co było źródłem jego frustracji i chwilowej utraty wiary we własny talent (w filmie pojawia się też informacja o realizowanym przez Nowosielskiego socrealistycznym fryzie w lokalu TUR w Krakowie w roku 1946). Tylko nieliczni twórcy tego czasu potrafili skutecznie zachować dystans wobec dominującej ideologii i, jak pisał Zbigniew Herbert w Potędze smaku, umieli kierować się własnym poczuciem smaku, który nakazywał im „wyjść, skrzywić się wycedzić szyderstwo, choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała – głowa”.

Wbrew pozorom, „ukąszenie heglowskie” nie utraciło swojej dynamiki wraz z upadkiem realnego socjalizmu. Jego chytra strategia nie opierała się bowiem jedynie na argumencie siły, lecz także na kuszącej dialektyce interpretacji kulturowych faktów. Oddziałuje więc nadal, zmieniło tylko obszar swojej penetracji. Po spektakularnej klęsce w płaszczyźnie politycznej i ekonomiczno-społecznej, przeniosło się na bardziej subtelny teren kulturowych i artystycznych relacji. Inspiracje heglowsko-marksowskie są współcześnie reanimowane przez wielorakie nurty nowej, filozoficznej i politycznej lewicy – od postmodernistycznego dekonstrukcjonizmu i neofreudyzmu, po ruchy feministyczne, gender i queer, które z premedytacją używają sztuki jako narzędzia ideologii i propagandy w walce o rzekomą emancypację człowieka. W efekcie ich oddziaływania rozmyciu bądź semantycznej transformacji uległy podstawowe kategorie rozumienia sztuki, takie jak pojęcie estetycznego i artystycznego doświadczenia, estetycznej bezinteresowności, jak również pojęcia wartości, formy, mimesis, ekspresji, symbolu i znaczenia.

Filozofia Hegla oddziałała na sztukę destrukcyjnie w sposób głębszy i bardziej rozległy niż się powszechnie uważa. I to nie tylko poprzez zależną od niej marksistowską ideologię, która była jej materialistyczną odmianą. Hegel, jako wpływowy filozof swojego czasu (i następnych pokoleń), zainfekował myślenie estetyków, teoretyków sztuki i artystów jątrzącym ludzkie umysły wirusem zwątpienia w wartość i siłę sztuki. To prawda, że nie mówił wprost o jej likwidacji, lecz odbierając jej esencjalnie ugruntowaną ważność – zepchnął ją na podrzędną wobec dyskursywnego rozumu pozycję.

[…]