– z Januszem Kapustą rozmawia Maciej Mazurek

[…]

Czym dla Ciebie jest sztuka?

To jedno z tych zasadniczych pytań, na które nie jest łatwo odpowiedzieć. Dla mnie sztuka to jedno z najbardziej istotnych wyróżnień człowieczeństwa, to najważniejsza aktywność, która odróżnia nas od zwierząt. Sztuka i myślenie abstrakcyjne nadają rangę i klasę naszemu życiu. Z przyrodniczego punktu widzenia, gdy weźmiemy pod uwagę piramidę potrzeb stworzoną przez amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa, podstawowe dla przetrwania funkcje to jedzenie, spanie, rozmnażanie, poczucie bezpieczeństwa itd. Na końcu tej klasyfikacji są rzeczy, które nie mają sensu. I te rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie mają sensu, są tym, co nazywam sztuką.

Ale są pewne koncepcje, według których pewne elementy sztuki są już w świecie zwierzęcym.

U zwierząt jest to pewnie związane z funkcjami godowymi, a my mówimy o takiej kulturze, której zwierzęta nie tworzą. Możemy powiedzieć, że zwierzęta mają pewne odruchy związane ze sztuką, ale zwierzęta nie mówią o nas, że my mamy takie odruchy. Mówię o metaoglądzie, który sprawia, że możemy się pochylić nad naszymi przyjaciółmi zwierzętami. Natomiast one – w tym sensie – nad nami się nie pochylą.

Doszukiwanie się w świecie zwierzęcym sztuki to efekt oddziaływania ruchu wyzwolenia zwierząt, nowej postępowej ideologii.

Zapewne tak. Na nas ciąży wielka odpowiedzialność, bo jesteśmy zwierzętami w szczególny sposób wyróżnionymi przez naturę czy opatrzność. Zdroworozsądkowo tak to tłumaczę: w którymś momencie w wyniku ewolucji powstała małpa goła i bezbronna. Potem nagle ta małpa uświadomiła sobie, że się wyróżnia. Wyszła na zewnątrz ze świata, w którym była w harmonii, czyli z raju współistnienia. Zobaczyła nagle, że jest bezradna i sama naprzeciw świata. I wtedy uruchomił się następny proces – proces ewolucji umysłowej. Ta ewolucja umysłowa jest tak mądra, jak mądra jest sztuka, kultura i nauka. W jakości kultury, sztuki i nauki zawarta jest ewolucja. Ta ewolucja nie jest związana z biologicznymi funkcjami naszego organizmu, ale z głębokością myśli.

Jeżeli zlikwidujesz hierarchię i powagę, która związana jest myśleniem, wtedy nawet najgłupsze wymysły uzyskają swoje prawa. Brak hierarchii powoduje rozpad postrzegania świata. Zarazem ta hierarchia nie może być ostateczna, ona musi się zmieniać za sprawą pracy intelektualnej, którą wykonują ci, co myślą i zadają temu światu pytania. A tych jest mniejszość. Świat dzieli się na geniuszy i głupców, w środku jest średniość. Nie można się na nią obrażać, co wielu artystów czyniło i czyni, atakując na przykład filisterstwo postawy mieszczańskiej. Pomimo swej niedoskonałości, ono stabilizuje nasze życie. Nie wszyscy są geniuszami, choć wielu chce nimi być, dlatego musi udawać. 

Rzucasz w tym momencie wyzwanie ideologii równości. To nowe tabu. Jesteś strasznym elitarystą, a to dzisiaj zbrodnia.

Jeżeli elitarnością jest poprawne, rozsądne i inteligentne rozmyślanie nad światem, zadawanie temu światu pytań, to OK, niech będę elitarystą. Zawsze uczyłem się od mądrzejszych od siebie, szukałem z nimi kontaktu i czyniłem to z pobudek egoistycznych, bo tylko w ten sposób można się rozwijać. Podglądałem mądrych ludzi przeszłości. Jeżeli to jest elitarne, to mam gdzieś tych, którzy nazywają to elitarnością jako czymś negatywnym. Mam poczucie, że – jak to powiedział Newton – jesteśmy karłami na ramionach olbrzymów. Zawsze interesowała mnie elita. Od Kopernika po Newtona, od Galileusza po Einsteina. Nie można uczynić zasady kultury z wyznania większości, która mówi, że ona tego nie rozumie, a skoro ona tego nie rozumie, to znaczy, że tego nie ma. Zawsze jest ktoś, kto czegoś nie rozumie. Przecież rozwój wiedzy, poszerzanie naszych horyzontów toczy się zawsze radością odkrycia czy odkrywania przez jednego człowieka. Świat jeszcze o niczym nie wie, a on już jest świadom konsekwencji. Przeżycie czegoś takiego jest wielką nagrodą. Potem jest oczywiście trudność w opowiedzeniu tego odkrycia.

Nie boję się więc elitarności. Niech każdy robi jak najlepiej to, do czego jest stworzony. Jeżeli z sercem wykonuję swoją pracę, to zwykle czuję normalne, ludzkie zadowolenie. Ileż mniej nieszczęść byłoby na tym świecie, gdyby ludzie byli bardziej pracowici. Buzuje we mnie trochę ta amerykańska tradycja pragmatyzmu, którą przyswoiłem sobie, kiedy znalazłem się w Ameryce. Ale to zadawanie pytań światu to już mój własny imperatyw. Z czego wynika i dlaczego tak jest, to osobna sprawa. Jestem samotny w zakonie samotności w Nowym Jorku ze swoją polskością i zadumą nad nią.

[…]